Godzilla (2014) – Recenzja

Godzilla (2014)

/Japonia, USA/

Reżyser: Gareth Edwards
Scenariusz: Max Borenstein
Obsada: Aaron Taylor-Johnson, Ken Watanabe, Bryan Cranston, Elizabeth Olsen, Juliette Binoche, Sally Hawkins
Muzyka: Alexandre Desplat
Zdjęcia: Seamus McGarvey
Gatunek: Thriller, Akcja, Sci-Fi
Czas trwania: 123 min

Godzillo gdzie jesteś?!

Niezwykły, świetny, najlepszy blockbuster roku, podobny do „Pacific Rim”. Po takich rekomendacjach nie mogłem nie sięgnąć po „Godzillę” i ja. Z tych wszystkich nagłówków zgadzał się jedynie ten ostatni, co wcale nie oznacza komplementu. Powiązanie z zeszłorocznym blockbusterem nie jest przypadkowe. W obu produkcjach człowiek staje do walki z olbrzymich rozmiarów wytworem natury, którego nie są w stanie okiełznać. U del Toro przynajmniej było można popatrzeć na widowiskowe pojedynki gigantów, tutaj tego już nie ma, więc jeśli ktoś liczył na to samo będzie zdecydowanie rozczarowany.

Swoją drogą ktoś wpadł na genialny pomysł na łatwe zarabianie hajsu. Odświeżenie kultowego gada, który na ekranach kin dawno nie gościł, z pewnością zapędziło do kina tabuny wielbicieli Gojiry, w dodatku niezależnie od jakości filmu. Ważne, że sygnowany jest legendarną postacią Godzilli. Wszystko byłoby w porządku, gdyby nie to, że zapowiadane epickie przeżycia to jedynie chwyt marketingowy, podobnie zresztą jak sama Godzilla, której jest tu tyle co… nic. Widz zamiast podziwiać nowoczesne efekty specjalne i dopracowaną trójwymiarową sylwetkę oceanicznego stwora robiącego megademolkę w największych aglomeracjach świata, musi raczyć się ludzkimi dramatami i rozterkami żywcem z ‚Mody na skuces’. Sztucznie stworzony problem na linii ojciec-syn, utrudniona relacja żona-mąż…Nie dość, że to kompletnie zbędne, to jeszcze przedstawione w bardzo kiepski, sztampowy sposób pozbawiony jakiejkolwiek emocji. Z pewnością nie podsyca to ani ciekawości, ani nie ułatwia wyczekiwania na pojawienie się tytułowego, jakby nie było, bohatera.

Pieniędzy wystarczyło jedynie na finałową scenę? Bo nie sądzę żeby ci aktorzy zażądali jakichś astronomicznych sum za występ w tej produkcji. Zresztą niekorzystnie wypadają nawet ich kreacje aktorskie. Są takie zwyczajne, nijakie i zagrane bez polotu. Carnston nie tak wyrazisty jak w „Breaking Bad”, a Binoche strasznie mdła. W zasadzie nie wiem co może ratować nową „Godzillę”, bo muzyka nawet przemknęła niezauważona, a odpowiadał za nią nie byle kto, bo sam Alexandre Desplat. Po cichu liczyłem, że nowa opowieść o kultowej Godzilli przyćmi amerykańską wersję Emmericha z 1998 roku pełną kiczowatych dialogów i tandetnego humoru. Przeliczyłem się. Nie dość, że u Emmericha wątek ‚poboczny’ był lepszy, to mimo widocznej tanizny był element rozrywkowy i były jakieś emocje, a tutaj jest ich tyle co na grzybobraniu. Nawet finałowy pojedynek stworów nie rekompensuje w pełni straconego czasu. Przeciętny reżyser = przeciętny film? Azjaci chyba przez długi czas nie będą mieli sobie równych.

  • W pełni się z Tobą zgadzam, za mało Godzilli, za dużo wątków ludzkich i to w typowo sztampowym hollywoodzkim stylu.
    Binoche to w ogóle nie wiem po cholerę tu, chyba tylko by nazwisko na plakacie mogli zamieścić.
    Nie chce mi się nawet wyliczyć wszystkich mankamentów filmu, bo tego całe strony można by nasmarować.

  • nie przesadzałbym co prawda samej godzilli na ekranie jest zdecydowanie za mało ( pewnie producenci nie wierzyli w siłę marki co potwierdzało by zaskoczenie tym ze film zysk przyniósł na dziś ca510mln$$ pewnie liczono sam zwrot kasy i może jakiś zysk z DVD ) 😉 ale to co jest jest naprawdę dobre mamy firmowy backhand ogonem mamy atomowy oddech mamy nawet godzillę uśmiechającą się do naszego bohatera ;-D to co prawda zajmuje na ekranie tyle co odcinek serialu ale jest szkoda tylko że na cześć 2 z rodanem i ghidorą poczekamy aż 4 lata 2018r

  • dlatego nie wystawiłem zbyt druzgocącej oceny, Godzilla całkiem spoko – tylko, że jak na film o niej to za mało 😉 Cała fabuła aż do finału to zbiorowisko nudy i głupoty 🙁