Demolition (2015)

demolition-movie-jake-gyllenhaal
„Demolition”, czyli kolejna pozycja z genialnym Gyllenhaalem w roli głównej. Żeby było ciekawiej i bardziej zachęcająco wtóruje mu Jean-Marc Vallée, reżyser nie byle jakich filmów („Dzika droga” i przede wszystkim „Witaj w klubie”). Do tego jedna z moich ulubionych aktorek Naomi Watts, więc nic nie zapowiadało tego, że może się nie udać.

Jednak „Demolition” wzbudził bardzo mieszane odczucia, delikatnie mówiąc. Jake, jako mąż Davis przesadnie wyobcowany. Relacje pomiędzy małżonkami straszliwie przejaskrawione, ocierające się niemal o karykaturę. Aż ciężko uwierzyć, że to wszystko mogłoby dziać się naprawdę. Ekspozycja tego związku do najlepszych nie należy, kłuje w oczy. Mam wrażeni, że niewielką długość ekspozycji małżeństwa starano się zrekompensować przesadzonymi emocjami. Wydaje mi się, że można było pokusić się o bardziej wyważone zarysowanie ich stosunków.

demolition 2015
Właśnie tak „Demolition” nakazuje się cieszyć, na siłę…

Jeśli już coś nie gra w elemencie, na którym zbudowany jest film, to ciężko oczekiwać, że wszystko się odmieni w jego dalszej części. Podobnie wygląda nawiązanie kontaktu Davisa z Karen, gdzie oboje mają ze sobą wiele wspólnego. Scenarzystę chyba za bardzo poniosła fantazja i romantyczna wizja przyjaźni. Na domiar złego, jest jeszcze syn Karen – również nieszczęśliwy i również nie mogący znaleźć się w otaczającym świecie. Nie należy także zapominać o teściach zrozpaczonych po stracie córki oraz mężu Karen, który dostrzega dziwne zachowanie żony. Całkiem depresyjny film się z tego zrobił, wszyscy smutni i nieszczęśliwi.

Na plus, że twórcy nie poszli w kierunku romansu i poprzestali na imitowaniu przez bohaterów bodźców, którymi wzajemnie się pobudzają do ogarnięcia swojego życia. Oczywiście działa to z różnym skutkiem, ale czego się nie zrobi, aby wzruszyć odbiorcę. Tak to już bywa, gdy wszyscy w otoczeniu są nieszczęśliwi, a każda rozpaczliwa próba nabrania powietrza spod tafli wody kończy się ponownym powrotem pod jej powierzchnię. W całej tej tragicznej historii najbardziej wiarygodna jest relacja Davisa z młodym Chrisem, czuć między nimi autentyczną więź, która potrafi urzekać. Pomijam już jej treść i chwytliwość.

demolition
Davis + Chris = +1 do uroku filmu

Do końca nie wiem jaki miał być „Demolition”. Czy tchnąć w widza odrobinę nadziei, czy udupić jeszcze bardziej, pokazując, że nie we wszystkich sytuacjach jesteśmy w stanie znaleźć dobre rozwiązanie, czy pozwolić na uzyskanie katharsis. Mnie ta terapia szokowa nie przekonała. Podobała mi natomiast konsekwencja i oryginalność w rozładowywaniu przez Davisa napięcia po stracie żony. Tylko, czy on ją w końcu naprawdę kochał, czy to kolejne słowa rzucane na wiatr dla własnego pocieszenia i poprawy samopoczucia, co także koliduje nieco ze sposobem przedstawienia ich relacji we wstępie filmu.

Niestety nie znalazłem w „Demolition” żadnych pytań, odpowiedzi, ani nawet przypuszczeń, czy sugestii. Nie ma też chyba jednej złotej myśli przyświecającej całemu filmowi, która spinałaby w klarowny sposób losy bohaterów. W tym przypadku doszukać się zamierzeń twórców nie jestem w stanie. Może po prostu zbyt wiele oczekuję od kina i twórców. Jedno jest pewne, nie uwierzyłem w przedstawioną na ekranie historię. Poza tym zagubiłem się w tej historii chyba bardziej niż główny bohater.

5 Stars (5 / 10)

demolitionDemolition

/USA/
Reżyser: Jean-Marc Vallée
Scenariusz: Bryan Sipe
Obsada: Jake Gyllenhaal, Naomi Watts, Chris Cooper, Judah Lewis
Zdjęcia: Yves Bélanger
czas trwania: 100 min