Geniusze zbrodni (2016), reż. Paul Schrader

geniusze zbrodni 2016
„Geniusze zbrodni” próbują nawiązywać do popularnego swego czasu kryminału z komediowym zacięciem. A przynajmniej tym próbuje przyciągać w swoim najnowszym filmie Paul Schrader. Chociaż w mojej świadomości istniał głównie jako scenarzysta („Taksówkarz”, „Wściekły byk”, czy „Ostatnie kuszenie Chrystusa”), to okazuje się, że i reżyserować potrafi. Parę jego filmów spotkało się ze sporą aprobatą krytyki – „Prywatne piekło”, „Niebieskie kołnierzyki”, „Margines życia”. Natomiast dla mnie osobiście „Geniusze zbrodni” są pierwszym spotkaniem z próbką jego umiejętności reżyserskich.

I odczucia po seansie mam bardzo mieszane. Czarny humor we wstępie historii zarysowuje groteskową sylwetkę jednego z bohaterów – Mad Doga (Willem Dafoe) i zdaje się zarazem przedstawiać klimat całej opowieści. Jednak ta konwencja nie jest rozgrywana tak ostro przez cały film i pojawia się w takiej dużej skali tylko na początku i końcu historii. Szkoda, bo Schrader jakby chciał podążać tropem „Wściekłych psów”, czy „Pulp fiction”, ale scenariuszowi brakuje ikry, konsekwencji i nonszalancji. Co ciekawe „Geniusze zbrodni” oraz „Wściekłe psy” mają wspólny mianownik – Edwarda Bunkera, który wystąpił u Tarantino i jest także autorem powieści będącej materiałem źródłowym dla „Geniuszy zbrodni”.

geniusze zbrodni 2016
Rozbieżność pomiędzy podejmowaniem tematu moralności i uzasadniania swoich zamiarów a sposobem jego przedstawienia jest spora. Gryzie to się ze sobą i jest mało autentyczne. Poważne tony giną w odmęcie komicznych, kuriozalnych wydarzeń niezaplanowanych przez bohaterów. Podobnie ma się sprawa z usprawiedliwianiem czarnych charakterów – zestawianie ich z poszukującymi sprawiedliwości i moralności zwykłymi obywatelami. Stąd pewnie też tendencyjne, telewizyjne wywody na temat obowiązku posiadania broni przez zwykłych obywateli, którzy w momencie jej użycia stają po tej samej stronie co napastnicy. Zupełnie do mnie to nie przemawia, podobnie jak pointa wybrzmiewająca w finale. Podążając za ostatnimi trendami można sobie wszystko zwizualizować, bo przecież cel uświęca środki.

Gdyby Schrader nie próbował sięgać po niby przewrotne pseudomoralitety zza ciemnej strony mocy, pewnie nie czułbym się tak rozchwiany pomiędzy tym co widzę, a tym co próbuje się mówić między wierszami, często nawet w sposób dosłowny. Owszem, można udawać, że tła opowieści się nie widzi i posiłkować się tym co prezentuje sam obraz. Metoda pewnie skuteczna, ale jednak trzeba być na to gotowym od początku, a Schrader trochę mydli odbiór i chyba sam do końca nie wiedział na co się ostatecznie zdecydować. Mam nadzieję, że nie jest to powszechny mankament tego reżysera, bo zamierzam sięgnąć także po inne jego produkcje.

geniusze zbrodni 2016 cage
„Geniusze zbrodni” bronią się tym, że potrafią skupić uwagę widza na bohaterach oraz ich losach, nawet jeśli nic racjonalnego z tego nie wynika. Aktorskie trio ma standardowo rozłożone akcenty – jest szaleniec (Willem Dafoe ), osiłek (Christopher Matthew Cook) i stoicki kapitan (Nicolas Cage) trzymający pieczę nad wszystkim i spajający tercet nieegzotyczny. W tym wszystkim na największe atuty tego filmu wyrastają porządne zdjęcia i świetny montaż. To tylko pokazuje moc i siłę tego filmu. Jeśli lubicie tytuły o innych nieudolnych bandziorach takie jak „Sztanga i cash”, czy „Arizona Junior” może uda Wam się znaleźć jakąś małą nić porozumienia ze Shraderem. Ale nie gwarantuję!

5 Stars (5 / 10)

Geniusze zbrodni (2016)  plakatDog Eat Dog

/USA/
Reżyser: Paul Schrader
Scenariusz: Paul Schrader, Matthew Wilder
Obsada: Nicolas Cage, Willem Dafoe, Christopher Matthew Cook, Paul Schrader, Magi Avila
Muzyka: Deantoni Parks
Zdjęcia: Alexander Dynan
Czas trwania: 95min