Citadel (2012) – Recenzja

Citadel (2012)

/Irlandia, Wielka Brytania/

Reżyser: Ciaran Foy
Scenariusz: Ciaran Foy
Obsada: Aneurin Barnard, Wunmi Mosaku, James Cosmo, Amy Shiels
Zdjęcia: Tim Fleming
Gatunek: Dramat, Horror
Czas trwania: 84 min

Ciężarna Joanne zostaje bestialsko zaatakowana na korytarzu w budynku mieszkalnym, na oczach jej męża uwięzionego w windzie. Żona Tommy’ego umiera, ale udaje się uratować dziecko. Od tego nieszczęśliwego incydentu bohater zmaga się z agorafobią i wierzy, że winowajcy śmierci Joanne chcą wrócić po jego córeczkę. 

Ciaran Foy zaczyna „Citadel” z wysokiego C i serwuje scenę, która staje się powodem dalszych wydarzeń dla całego filmu.  Samotny ojciec obarczony piętnem agorafobii zmaga się nie tylko z chorobą, ale też wychowywaniem córki i obawą, że oprawcy jego żony przyjdą i po nią. Jednak nie wszystkie wątki są od początku jasne i zrozumiałe. Historia klaruje się nam wraz z biegiem wydarzeń, kiedy to  zagłębiamy się w tajemnicę, którą owiany jest film. Takie rozwój fabuły pewnie nie wszystkim się spodoba, ale mnie osobiście pochłonęła ciekawość związana z enigmatycznością filmu. „Citadel” charakteryzuje się dosyć ciężkim, ciasnym, a wręcz klaustrofobicznym klimatem, co potęguje postać Tommy’ego nie potrafiąca odnaleźć się w otwartej przestrzeni. Myślę, że Aneurin Barnard świetnie wcielił się w ogarniętego fobią człowieka, który w głównej mierze budował klimat filmu i często stwarzał atmosferę przerażającego niepokoju. Wydaje mi się, że dzieło Foya może mieć kilka interpretacji jeśli chodzi o ‚dziwne dzieci’ wyczuwające strach, czy demony jak je nazywał ksiądz, ale może tylko ja chcę dostrzegać te alegorie. Nie podpowiadam jednak i pozostawiam to do przemyśleń i rozrachunku dla każdego widza. Niestety bardzo sztampowa końcówka „Citadel” znacznie obniża wartość filmu i niweczy wysiłek włożony w zainteresowanie, wciągnięcie obserwatora w świat mrocznego Edenstown, pozostawiając tym samym spory niedosyt i niespełnienie oczekiwań wywindowanych dobrym początkiem tego horroru. Myślę, że wystawiona mocna ‚6’ to i tak dosyć dobra rekomendacja jak na horror. Foy mimo wpadki w postaci zmarnowanego zakończenia pozostawia po sobie dobre wrażenie, bo miał świetną wizję i pomysł, które zdawały egzamin przez większość seansu.