Samuraj [Le Samouraï] 1967 – Recenzja

Samuraj (1967)

Le Samouraï

/Francja, Włochy/

Reżyser: Jean-Pierre Melville
Scenariusz: Jean-Pierre Melville, Georges Pellegrin
Obsada: Alain Delon, François Périer, Nathalie Delon, Cathy Rosier
Muzyka: François de Roubaix
Zdjęcia: Henri Decaë
Gatunek: Dramat, Kryminał, Noir
Czas trwania: 105 min

Samotność samuraja

„Samuraj” to jedno z najlepszych dzieł wybitnego francuskiego reżysera Jean-Pierre’a Melville’a. O wybitności tego filmu świadczy wpływ jaki wywarł na późniejsze prace takich twórców jak John Woo, Jim Jarmush, czy nawet Madonnę, która napisała piosenkę ‚Beautiful Killer’ nawiązującą do głównego bohatera odgrywanego przez gwiazdę francuskiego kina Alaina Delona, porównywanego często z Jamesem Deanem. Chyba za najbardziej znany obraz czerpiący garściami z „Samuraja” uznać można „Drive” Nicolasa Windinga Refna z 2011 roku. Widząc oba obrazy łatwo dostrzec liczne podobieństwa.

Podobieństwa te dotyczą zarówno samej konstrukcji filmu, czyli m.in. tempa akcji, jak i podobnych relacji pomiędzy postaciami i przede wszystkim osobowości i zachowania głównego bohatera – typowego samotnika oszczędnego w słowach i emocjach.
Melville z dużą dbałością o szczegóły, pieczołowicie i w niespiesznym tempie buduje kolejne sceny wciągając oglądającego w ten zagadkowy i niejednoznaczny świat pięknego mordercy. Podobnymi cechami charakteryzuje się pierwszoplanowa postać Jefa Costello, który po zabójstwie właściciela klubu nocnego staje się głównym podejrzanym zbrodni. Jednak dzięki perfekcyjnemu alibi zostaje wypuszczony, co nie oznacza końca jego kłopotów, bo policja nie zamierza odpuszczać. Jakby tego było mało zostaje zdradzony przez ludzi, którzy sami go wynajęli, ale sam zainteresowany zachowuje stoicki spokój, jak zawsze.

Zastosowana przez Melville’a estetyka, gra barwą, czy jego charakterystyczny pedantyzm filmowy robią niesamowite wrażenie. Jednak klimat „Samuraja oddają najlepiej słowa Rogera Eberta:”Film uczy nas, jak bardzo akcja jest wrogiem suspensu – jak działanie uwalnia napięcie zamiast je budować. Lepiej przeczekać cały film na coś, co się stanie (przy założeniu, że naprawdę obchodzi nas, czy to się wydarzy), niż przesiedzieć film, gdzie stale dzieją się rzeczy, które nas nie obchodzą’. A film poleca blog KinoKonesera 😉