Lada dzień [Any Day Now] 2012 – Recenzja

Lada dzień (2012)

Any Day Now

/USA/

Reżyser: Travis Fine
Scenariusz: Travis Fine, George Arthur Bloom, Frances Fisher
Obsada: Alan Cumming, Garret Dillahunt, Isaac Leyva
Muzyka: Joey Newman
Zdjęcia: Rachel Morrison
Gatunek: Dramat
Czas trwania: 97 min

Gender-srender

„Lada dzień” to zgrabne połączenie „Filadelfii”, „I Am Sam” z nieco odwróconym problemem. Fabuła jest niczym innym jak propagandowym obrazem światowej mody i owocem ‚postępu’. Opiera się ona bowiem na próbie adopcji przez parę gejów zaniedbanego dziecka, żeby było bardziej smutno i wzruszająco dziecko to ma zespół Downa. Nie dość, że jako para nie są akceptowani przez społeczeństwo, to dla dobra dziecka muszą zmagać się z niesprawiedliwym prawem.

Akceptacja adopcji dzieci przez pary homoseksualne wydaje się już nie być tematem tabu, więc jakiekolwiek pozytywy od KinoKonesera z tego względu nie padną. Z pewnością odbiór filmu będzie zależny od poglądów jakie się ma na tę sprawę, po mnie pewnie widać, że jestem przeciwny tego typu rodzinom. Twórcy postarali się, przyznaję. Przedstawili historię w ten sposób, że nie da się być przeciwko takim adopcjom. Takie jednostronne przedstawienie sytuacji i ukierunkowanie emocji oraz światopoglądu powinno uchodzić za zwyczajną propagandę, a nie sztukę filmową. Homolobby jak widać ma swoich wyznawców i „Any Day Now” mówię stanowcze nie! Ale gdyby sposób ekspozycji byłby mniej jednoznaczny, jednostronny i tendencyjny mógłbym to kupić, bo film mimo ‚przesłania’ nie nudzi i ogląda się go całkiem przyjemnie.

„Lada dzień” ma większość klisz typowego dramatu, które niestety często działają i potrafią serca poruszyć. Na szczęście mnie to ominęło i cała idea przyświecająca filmowi mnie nie uwiodła. Jednak znajdą się i tacy, których film autentycznie wzruszy, a może i zmieni ich światopogląd na poruszane zagadnienie. Dlatego formie w jakiej zostało to przedstawione mówię -tak, natomiast treści – nie, zdecydowane nie! Gdyby nie kontrowersyjna tematyka, to film ten przepadłby bez echa na tle wielu identycznych dramatów, bo nie wnosi niczego nowego, jest kolejną kopią, którą, nie wiedzieć czemu, całkiem dobrze się ogląda. Może to po prostu zasługa wiarygodnych postaci, które mimo orientacji mają swój urok.