Omar (2013) – Recenzja

Omar (2013)

/Palestyna/

Reżyser: Hany Abu-Assad
Scenariusz: Hany Abu-Assad
Obsada: Adam Bakri, Leem Lubany, Samer Bisharat, Iyad Hoorani, Waleed Zuaiter
Zdjęcia: Ehab Assal
Gatunek: Dramat, Thriller
Czas trwania: 96 min

Pod ścianą

Choć palestyńskie dzieło Hany Abu-Assada wyprodukowane zostało z dala od USA, to nie można mu odmówić hollywoodzkiego zacięcia, które wydaje się w tym przypadku znacznym atutem. Dramatyczna historia miłosna wysnuta w obliczu konfliktu palestyńsko-izraelskiego ma swój urok, ale uczucie pomiędzy bohaterami nie sprawia wrażenia w pełni autentycznego. A przynajmniej nie tym mnie nie kupili. Nie wiem, czy to wynika z odmienności kulturowej, braku umiejętności aktorskich, czy może scenariusza. Od samego początku ten element mnie nie przekonywał, a w końcu stanowił główny motywator decyzji podejmowanych przez Omara warunkujących jego dalsze losy.

Tytułowy bohater nominowanego do Oscara (w kategorii film nieanglojęzyczny) „Omara” jest palestyńskim piekarzem, którego od przyjaciół oraz ukochanej odgradza ściana. Dywersyjne działania Omara (Adam Bakri), Tareka (Iyad Hoorani) oraz Amjada (Samer Bisharat) sprawiają, że nie będzie to jedyna ściana, pod którą postawiony będzie skromny bohater. Jednak czy i tę ścianę da się przeskoczyć? Czy dla miłości i przyjaźni w obliczu wojny warto się poświęcać? Choć reżyser zdaje się na te pytania odpowiadać negatywnie, to uchyla furtkę pozostawiając małe nadzieje, że owe wartości nie zginą pod pierzyną konfliktu. Schwytanie zakochanego Palestyńczyka stawia go przed trudnymi decyzjami. Torturowany i nakłaniany do zdrady, donoszenia na bliskich Omar z jednej strony stawia na szali miłość oraz przyjaźń, a z drugiej honor i życie. Utrzymanie status quo wydaje się w tym przypadku niemożliwe.

Abu-Assada umiejętnie wkomponował losy bohaterów w świat wojny, który stanowi jedynie pretekst do opowiedzenia tej historii. Obserwujemy zawężoną do przyjaciół perspektywę otaczającej ich rzeczywistości. Nie dostajemy patetycznych obrazów wojny, jej ofiar i pełni konsekwencji jakie konflikt ze sobą niesie. I w zasadzie jest to mały sukces filmu, bo mógłby utonąć w innej, bardziej propagandowej konwencji.
„Omar” to nie tylko produkcja oparta o wątek miłosny, bo równolegle z nim toczy się intryga pełna napięcia oraz emocji, której pokomplikowanie wzrasta i nie maleje nawet w finale, pozostawiając parę pytań bez konkretnych odpowiedzi. Z pewnością jednych wciągnie, a innych zirytuje to napiętrzanie problemów, bo nie da się ukryć, że jest to zauważalne i wydaje się robione pod publikę, przez co ilość kłopotów i nieszczęść przypadająca na jednego bohatera jest ogromna. W każdym razie „Omar” to film udany. Dostarcza sporą dawkę rozrywki jak i emocji, dlatego ode mnie całkiem przyjemna siódemka 🙂

  • Anonimowy

    "Hollywoodzkie zacięcie" – bo reżyser już flirtował z USA i stworzył "Kuriera". A film jak dla mnie za bardzo przekombinowany, ostatnie 15 minut czułem, że reżyser za bardzo nie wiek jak skonczyć tą historię i wszystko tak chybcikiem, na łapu-capu kończy wątki.

  • O romansie już słyszałem, aczkolwiek owocu tego flirtu nie widziałem 😉 fakt, że w końcówce dzieje się zdecydowanie za dużo i może wydawać się to przekombinowane, chociaż mnie bardziej ten natłok zwrotów akcji bardziej zaskoczył niż rozczarował.