Bez kompasu [Rudderless] 2014 – Recenzja

Bez kompasu (2014)

Rudderless

/USA/

Reżyser: William H. Macy
Scenariusz: Jeff Robison, Casey Twenter
Obsada: Billy Crudup, Anton Yelchin, Laurence Fishburne, Selena Gomez, William H. Macy, Felicity Huffman
Muzyka: Eef Barzelay
Zdjęcia: Eric Lin
Gatunek: Dramat, Muzyczny
Czas trwania: 105 min

 

Bez szału

Przyznam, że przed obejrzeniem nie czytałem, o czym jest „Rudderless”. I to okazało się błędem. Magia nazwiska Williama H. Macy’ego sprawiła, że postanowiłem po tę pozycję sięgnąć. Chociaż reżyser (znany do tej pory jako aktor) robił, co tylko mógł, to „Bez kompasu” granicy wybitnego kina nie przekroczy. Ba! Nawet nie jest blisko. Jednak Macy w skuteczny i z pewnością atrakcyjny dla części widzów sposób przeniósł na ekran ten ckliwy scenariusz. Fabuły nie zdradzam, bo zepsułbym za dużo ‘niespodzianek’.
Niestety nie należę do wielbicieli schematycznego kina, które w dodatku bazuje na ludzkiej wrażliwości. Bo w zasadzie na tej cesze opierają się wszelkie wydarzenia w „Rudderless”. Tanie triki, naiwne zabiegi scenarzystów i współczucie oraz smutek u widza gotowy. Film Macy’ego doskonale wpisuje się w kanon kina dość płytkiego, bo pozbawionego jakiegoś podszycia, bazy, do której można się odnosić, z której wynikają kolejne zainscenizowane sytuacje. Jeśli Wam, jako widzom, emocjonalna huśtawka (bo nawet nie rollercoster) dostarcza odpowiednich wrażeń, to „Bez kompasu” jest odpowiednim tytułem na seans.

2

W moich oczach scenariusz jest zwyczajnym bublem. Nie dość, że trafiamy w jakiś dziwny świat, z którego ciężko coś konkretnego wywnioskować, nie mówiąc już o poszczególnych relacjach występujących między bohaterami. Są one w większości wypadków zagadką. Przez to mamy do czynienia z irracjonalnymi, pozbawionymi logiki zachowaniami. Owszem czasami następuje próba ich tłumaczenia, ale twórcy chyba wyszli z założenia, że nie ma potrzeby tego robić. Film ma wzruszać i potrafi to robić. Szkoda tylko, że „Rudderless” głównie markuje głębokie przeżycia, a nie je dostarcza.
Ciężko mieć jakieś zarzuty, co do aktorstwa, bo scenariusz na zbyt wiele nie pozwalał. Mnie ujął najbardziej Anton Yelchin, chociaż i mu zdarzały się słabsze momenty. Natomiast pojawienie się Seleny Gomez na ekranie wzbudziło moją podejrzliwość. Jak się okazało słusznie. Pojawiła się na ekranie bodajże trzy razy, a miała najistotniejszy wpływ na fabułę ze wszystkich postaci.

1

Więcej spodziewałem się także po piosenkach, wszak jest to film muzyczny. Początkowe sceny wprowadziły mnie w moje ulubione klimaty, przypominające nieco kawałki z dorobku Archive, ale niestety okazało się, że to tylko tyle. Reszta utworów, chociaż przyzwoita, nie była specjalnie wyjątkowa. Natomiast ‘Sing Along’ śpiewane przez Crudupa potrafi skraść serce, choć to dla wielu pewnie i tak będą zwyczajne smęty.
„Rudderless” ostatecznie jawi się jako niezbyt udany debiut reżyserski Macy’ego. Po nim oczekiwałbym zdecydowanie więcej, a już na pewno nie tak naiwnego samograja jakim jest niniejszy film. Najgorsze jest to, że mimo tak kulawego scenariusza, ten film potrafi oddziaływać na widza. Dlatego ode mnie aż 5/10.