Milioner (1977) – Recenzja

1-F-415-1-1291x629
Od dłuższego czasu nic się na moim blogu nie pojawiło. A wszystko za sprawą tego, że nie było o czym pisać, bo co obejrzałem, to mogłem od razu o tym zapomnieć. Na szczęście na ratunek przyszło kino polskie, wyciągnięte z historycznych odmętów zapomnienia. O ile nazwisko reżysera nic kompletnie mi nie mówiło, o tyle sam tytuł „Milioner” obił mi się o uszy, a i kiedyś widziałem jego fragment w telewizji.

Stwierdziłem więc, że warto go sobie odświeżyć. W sumie, to obejrzeć w końcu w całości, bo nigdy się jakoś nie złożyło bym miał ku temu okazję. Historia wydaje się dosyć prosta, ale myślę, że wciąż jest aktualnym obrazem polskiej zaściankowości i zawiści do bliźniego. Mimo upływu lat nasza mentalność się nie zmieniła (nasza, w sensie polska) i „Milioner” doskonale to potwierdza.

Obnaża polskie przywary i czyni to w interesujący sposób. Czasami bywa zabawnie, ale przede wszystkim jest to bardzo gorzka historia o tym, jak ciężko przychodzi nam akceptacja sukcesów i powodzeń przyjaciela, znajomego zza miedzy. Swoją drogą, film Sylwestra Szyszko może momentami kojarzyć się z uwielbianym przeze mnie „Dniem świra”, czy dorobkiem Smarzowskiego. Może porównanie trochę na wyrost, ale wrażenia i przemyślenia po seansie zostawia, niestety, podobne.

W momencie, gdy chłoporobotnik Józef Mikuła (Janusz Gajos) wygrywa milion w totka krąg jego bliskich przyjaciół zaczyna się rozrastać. Mimo, że świeżo upieczony milioner grosza nie skąpi, to jego towarzysze uzurpują sobie coraz większe prawa do majątku chłopa. Daj palec, a weźmie rękę jak to zwykło się kiedyś mówić. Początkowe złośliwości niebezpiecznie nabierają na sile, a Józef wraz z familią musi sobie jakoś radzić z całym tym bogactwem, nie tylko majątkowym.

„Milioner” jest jednym z tych filmów, który urywa się w bardzo dziwnym momencie. W sumie można całkiem jednoznacznie domniemywać dalszego ciągu, ale to zawsze pozostają tylko przypuszczenia. Każdy może sobie dopisać ciąg dalszy. Nie oglądałem w ostatnim czasie filmu z tak mocnym wydźwiękiem. Kto nie widział, temu polecam i chociaż dla wielu jest to zapewne kino już prehistoryczne, to myślę, że jest to jedna z tych rodzimych produkcji, które trzeba zaliczyć.

8 Stars (8 / 10)

milionerMilioner

/Polska/
Reżyser: Sylwester Szyszko
Scenariusz: Jacek Janczarski, Andrzej Pastuszek
Obsada: Janusz Gajos, Ewa Ziętek, Jadwiga Andrzejewska
Muzyka: Piotr Hertel
Zdjęcia:Maciej Kijowski
Czas trwania: 91 min

  • „Milionera” widziałem stosunkowo niedawno, bo dość rzadko jest pokazywany, ani też nie ostał się w pamięci, tych co go kiedyś widzieli. Nie wiem dlaczego, moze prawda była zbyt bolesna 😉 Z drugiej strony, czytałem gdzieś dość negatywną opinię i że nawet gra Gajosa tego filmu nie ratuje. Film może jest stosunkowo przewidywalny, ale nieźle pokazuje rzeczywistość lat 70. No i to zakończenie, jakby twórcom taśmy zabrakło. Wygląda to na świadomy suspence, ale aż się prosiło o jakieś konkretne rozwiązanie.
    Pozdrawiam.

    • Oczywiście jest to jeden z tych filmów, który się może nie spodobać, bo ma dosyć specyficzny styl, myślę nawet, że niezbyt widowiskowy/atrakcyjny, ale takie kino trzeba lubić żeby oglądać tego typu produkcje z uwielbieniem i odrazą jednocześnie 😉 Co do zakończenia, to nie oceniam go w aż tak ciemnych barwach – było dobre, choć urwane. Może to skłoni do głębszych refleksji i domysłów, bo jak masz rozwiązanie gotowe, to często nie ma już nad czym dumać.

      • Ja nie umiem być zbyt krytyczny, bo mam słabość do starych polskich filmów, no i do Gajosa, który urodził się w moim mieście 😉