Turbo Kid (2015) – Recenzja

Turbo Kid

Wielu widzów mojego pokolenia ma trudno wyjaśnialny sentyment do kina lat ’80, często ze scenariuszem klasy B i niższym. Współczesne produkcje próbują owy fenomen odświeżać, jednak brakuje im najczęściej tej magii, którą miały produkcje z ubiegłego wieku, kiedy to nawet najgorszy scenariusz dało się przełknąć kosztem świetnej i niepowtarzalnej rozrywki. Niepowtarzalność to słowo, które coraz trudniej przypisać do dzisiejszych twórców i ich dzieł, a już zwłaszcza w kinie akcji.

Jednak pewnej trójce zupełnie nieznanych mi twórców udało się osiągnąć sukces. Sukces, który powoduje, że podczas oglądania „Turbo kid” człowiek czuje się jakby zasiadł ponownie, po wielu latach, do swojej ulubionej karuzeli w wesołym miasteczku. Zapominasz zupełnie o dzisiejszym świecie, by w pełni oddawać się przyjemnościom towarzyszącym tej zabawie.

turbo kid

„Turbo kid” wydaje się wręcz zaginionym VHS-em, który jakimś cudem nie ujrzał światła dziennego w odpowiednim dla siebie czasie i teraz wyciągnięty, gdzieś z dna kufra na strychu, przychodzi dawać rozrywkę widzom kina akcji. Morze tryskającej krwi ze wszystkich części ciała, ucinane kończyny, absurdalne cięcia powodujące przesadne efekty i specyficzne motywy muzyczne. Tego oczekiwałem. A gdy jeszcze dodać postapokaliptyczny świat i historię rodem z komiksu mamy rozwiązanie idealne, przynajmniej w moich oczach.

Ostatnio zachwyty wzbudzał krótkometrażowy „Kung Fury”, ale „Turbo kid” to już pełna esencja kina akcji lat ’80. Pod tym względem jest to tytuł kompletny. Posiada wszystkie charakterystyczne elementy tego gatunku i to jest chyba ten główny atut, który nie powoduje znużenia, a jest udanym odświeżeniem, czy reinkarnacją cudownych wspomnień.

Turbo Kid

Natomiast nie jestem w stanie określić, czy młodszy widz to kupi, bo w obecnych czasach ogląda się nieco inny typ kina i odnoszę wrażenie, że dzisiaj film nie jest już taki pożądany jak kiedyś, bo wokół jest mnóstwo innych (i ‘lepszych’) rzeczy zabierających nasz czas. Myślę, że widzom 25+ „Turbo kid” powinno się przyjemnie oglądać. W każdym razie ja bawiłem się przednio.

8 Stars (8 / 10)

turbo kidTurbo Kid

/Kanada, Nowa Zelandia/
Reżyser: François Simard, Anouk Whissell, Yoann-Karl Whissell
Scenariusz: François Simard, Anouk Whissell, Yoann-Karl Whissell
Obsada: Munro Chambers, Laurence Leboeuf, Michael Ironside, Edwin Wright, Aaron Jeffery, Romano Orzari
Muzyka: Jean-Philippe Bernier, Jean-Nicolas Leupi
Zdjęcia: Jean-Philippe Bernier
Czas trwania: 93 min

  • Właśnie, właśnie, już wcześniej ogłaszano, że będzie to produkcja na miarę „Kung Fury”. Mówisz, że jest lepiej? Hmmmm…. cięzko mi w to uwierzyć, bo Sandberg naprawdę wysoko ustawił poprzeczkę.

    • Pozostaje więc tylko sprawdzenie na własne oczy 🙂

  • Zapowiada się tak pięknie