Mucha [The Fly] 1958, reż. Kurt Neumann

fly 1958
Wśród wielu wielbicieli kina panuje opinia, że cronenbergowska „Mucha” jest rimejkiem omawianej wersji, ale oba tytuły są tak różne od siebie, że ja nie potrafię ich rozpatrywać w takich kryteriach. Filmy Cronenberga i Neumanna o tym samym tytule są chyba najlepszym przykładem tego, jak zupełnie różne produkcje można nakręcić inspirując się tym samym tematem. Poza tym „Mucha” Neumanna operuje w nieco innych gatunkowych rewirach niż jej znacznie popularniejsza odpowiedniczka.

U Neumanna jest zagadka, śledztwo i tajemnica, która niestety po upływie dziesiątek lat nie robi tak ogromnego wrażenia, jakiego można by oczekiwać. Suspens nie zawsze działa tak jak powinien. To już niestety jest bolączka widza bogatszego w wiedzę o tym, o czym jest ten film. Jeśli ktoś nie zagłębiał się w temat, nie zna produkcji z Goldblumem, może być bardziej zaskoczony. Doceniam natomiast kunszt, z jakim została opowiedziana cała historia, bo te wszystkie oczywistości nie psują w żaden sposób przyjemności z oglądania. „Mucha” ma specyficzny klimat i podczas oglądania do głowy mi nie przyszło, że ten film pamięta lata 50. ubiegłego wieku i jak na swoje lata jest nader interesujący.
Mucha 1958

Fabuła wydaje się przemyślana, poczynania bohaterów w znacznej większości są uzasadnione i przede wszystkim racjonalne, co obecnie często jest traktowane po macoszemu. Mimo niewielkiego budżetu udało się „Muchę” dopiąć na ostatni guzik we wszystkich aspektach. Prostota wydaje się także jedną z zalet. Twórcy nie silili się na jakieś dziwne kombinacje. Żądania producentów dotyczące bardziej pozytywnego zakończenia nie zostały przeforsowane. Pewnie tylko dzięki niezależności twórczej osiągnięto taki interesujący finał.

Do starszych klasyków podchodzę zazwyczaj z pewną dozą niepokoju i niepewności, bo nie wiem, czy mi się spodoba, czy okaże się stratą czasu. Na szczęście „Mucha” już od początku angażuje i sprawia, że się o wszystkich wcześniejszych wątpliwościach zapomina. Aż szkoda, że reżyser nie był świadkiem sukcesu jaki osiągnął jego film, przedwcześnie kończąc swój żywot. Mnie pozostaje uderzyć się w pierś, że dopiero teraz sięgnąłem po tę pozycję. Trzeba oddać, że stało się to głównie dzięki popularności „Muchy” Cronenberga, która również przypadła mi do gustu.

7 Stars (7 / 10)

mucha 1958The Fly

/USA/
Reżyser: Kurt Neumann
Scenariusz: George Langelaan, James Clavell
Obsada: David Hedison, Patricia Owens, Vincent Price
Muzyka: Paul Sawtell
Zdjęcia: Karl Struss
Czas trwania: 94 min

  • kAMSON89 .

    Fanem „Muchy” z 1986 roku nigdy nie byłem, ale jestem zaskoczony, że Cronenberg nie wzorował się na autorskim pomyśle, tylko na filmie z lat 50. Nawet jak to dwa zupełnie inne obrazy, to wychodzi na to, że Cronenberg nakręcił jednak remake. Mój kumpel, który jest wielkim fanem filmu z 1986 roku, zblednie jak mu to powiem 😛

    • Filozof mode on: a co jeśli reżyser robi film na podstawie książki, a pozniej dowiaduje sie, ze byl juz film oparty na tej samej książce. To tez rimejk?:P filozof mode off.

  • Ja już w sumie nie wiem, czy Cronenberg nakręcił luźno oparty na filmie z lat 50-tych remake, czy readaptację, bo było przecież jeszcze opowiadanie. Nie wiem, co go bezpośrednio inspirowało, ale jakoś mnie to nie zajmuje – ważne, że spojrzał na temat po swojemu, nie kopiując od poprzedników.
    W każdym bądź razie lubię oba filmy, choć wersję Cronenberga bardziej, bo za śmiałymi body horrorami wprost przepadam, a szczególnie w wydaniu takiego mistrza gatunku. Ale omawiana przez Ciebie wersja też niczego sobie – ma klimacik i trzyma w napięciu;)

  • Oglądałem jako dzieciak i pamiętam tylko tyle, że o ile duży osobnik nie zrobił na mnie wrażenia to wystraszyła mnie ta mała hybryda człowieka i muchy 😀

    • ale spoiler, heheheeh

      • O kurde, faktycznie. Nawet nie skojarzyłem, bo już ledwo co pamiętam 😀