Martwe zło [Evil Dead] 2013 – Recenzja

Martwe Zło (2013)

Evil Dead

/USA/

Reżyser: Fede Alvarez
Scenariusz: Rodo Sayagues Mendez, Fede Alvarez
Obsada: Jane Levy, Shiloh Fernandez, Lou Taylor Pucci, Jessica Lucas, Elizabeth Blackmore
Muzyka: Roque Baños
Zdjęcia: Aaron Morton
Gatunek: Horror
Czas trwania: 90 min

Pierwowzór, którego remake’u podjął się Fede Alvarez określany jest mianem kultowego. Nie sposób się z tym stwierdzeniem nie zgodzić, nawet mimo to, że mnie osobiście dzieło Raimiego nie powaliło na łopatki – jednak potrafię docenić wkład jaki „Martwe zło” wniosło wtedy do kinematografii. Dlatego tym trudniejsze zadanie miał Fede Alvarez, który ostatecznie oryginalną wersję przepuścił przez sito wybierając tylko niektóre elementy z dzieł Sama Raimiego, a inne zastępując w bardzo nieudolny sposób.
Tegorocznego „Martwego zła” nie możemy więc nazwać kalką, czy kopią, na szczęście. Pokazuje ono niestety w jaki sposób zmieniło się kino grozy na przestrzeni lat i w jakim kierunku dąży. „Martwe zło” z 2013 roku nie emanuje ani pomysłowością, ani oryginalnością, brakuje też dawki czarnego humoru, którym charakteryzowały się filmy Raimiego z lat 80. zeszłego wieku. Powiela natomiast schematy znane nam już od dość dawna oraz stosuje brutalne sceny kaleczenia ciała, które ani już nie szokują, ani nie wzbudzają większych emocji wśród widzów, bo są często używanym wabikiem na fanów horrorów. Alvarez nie udźwignął tematu podrzucając nam banalne wymawiane przez aktorów dialogi i cholernie denerwujące i głupie, idiotyczne wręcz rozwiązania poszczególnych scen. Przykładem tego może być przywołanie demonów przez bohaterów, które w oryginalnej wersji odbywało się przez puszczenie znalezionej taśmy, tutaj natomiast jeden z bohaterów mimo ostrzeżenia by nie wymawiać słów znalezionych w księdze na głos…oczywiście to czyni. Dlaczego tak często bohaterowie kina grozy muszą być takimi kretynami? Całe szczęście, że Alvarez nie podjął się skopiowania wątku z zarażoną ręką Asha, bo strach pomyśleć jaka ogromna byłaby to klapa. Nie potrafię też zrozumieć jakim cudem sam Sam Raimi został producentem tego filmu, bo ja dzięki straceniu czasu na ten twór miałem ochotę podnieść ocenę oryginału o jedno bądź dwa oczka (a może o to chodziło?). Dziwię się sobie, że oceniłem ten film aż na 3 😉 Mam chyba dobry dzień, a oglądanie tego ‚dzieła’ stanowczo odradzam chociaż trailer zapowiada całkiem niezłe widowisko.