All Is Lost (2013) – Recenzja

All Is Lost (2013)

/USA/

Reżyser: J.C. Chandor
Scenariusz: J.C. Chandor
Obsada: Robert Redford
Muzyka: Alex Ebert
Zdjęcia: Frank G. DeMarco, Peter Zuccarini
Gatunek: Dramat, Akcja
Czas trwania: 100 min

Brak słów

Tytuł recenzji powinien wyjaśniać wszystko, ale nie jest to wcale takie jednoznaczne, dlatego spieszę z wyjaśnieniami. Chodzi mi nie tylko o to, że w „All Is Lost” padają co najwyżej dwie kwestie, ale też i o to, że to pierwsze tak wielkie rozczarowanie tego roku, który się dopiero rozpoczął. Po artystycznym kinie i to z udziałem Roberta Retforda spodziewałem się jednak więcej. Sam Chandor jeden wie jak z materiału na co najwyżej etiudę poczynił stuminutowy film.

Liczyłem na porządną dawkę kina artystycznego pokroju „Upstream color”, a dostałem zbitek kilku filmów o samotnie żeglujących, bądź zmagających się z siłą natury bohaterach. Chandor nie podjął ryzyka i nie stworzył obrazu oryginalnego, czy chociażby zawierającego jakieś elementy mogące spowodować, że „All is lost” po obejrzeniu nie zniknie z pamięci bezpowrotnie. I chociaż niektóre zdjęcia robią wrażenie, to wydają się łudząco podobne (żeby nie powiedzieć, że totalnie zerżnięte) do tych z „Życia Pi” – mam tu na myśli podwodne scenerie. Lubię kino kameralne, oszczędne, gdzie duże znaczenie ma gra aktorska, klimat i emocje. Dlatego w przypadku „All is lost” nie mam litości, a tym bardziej dla staruszka Redforda, na którego pomarszczonej już twarzy nie rysują się żadne emocje – jaki tego powód? Nie wiem. Mam nadzieję, że to nie brak chęci za tym stoi. W każdym razie to bardzo przeszkadza i zniechęca wręcz do kontynuowania seansu.

Ciekawi mnie też co autor miał na myśli reżyserując ten film. Nie wiem czy chciał pokazać, że w dzisiejszych czasach bez najnowszych technologii człowiek jest zgubiony? Że człowiek jako maluczka jednostka w pojedynku z naturą nie ma szans na przetrwanie? A może to metafora trudów życia, gdzie człowiek skazany jest na walkę z przeciwnościami losu, często niezależnymi od nas samych? Niestety ja nie zamierzam szukać odpowiedzi na sens filmu, bo mnie „All is lost” nie zmotywował do tego wystarczająco. Mam nadzieję jednak, że znajdą się tacy, którzy w tym filmie odkryją coś dla siebie. Ode mnie mocno naciągane (głównie z litości) – 4.

  • Widzę że nie wstawiłeś go do zakładki "nieco ambitniej" :). Filmu nie widziałem. Jak zobaczę (bo raczej obejrzę), to może mi uda się mieć trochę litości dla oceny 🙂

  • przegapiłem 😛 zaraz dodam 🙂 no mam nadzieję, że komuś jednak przypadnie do gustu, ja się męczyłem niestety

  • Oj tak, ja również się przy tym filmie umęczyłem. Poza tym Redford w tej roli w ogóle do mnie nie przemawia. Najistotniejsze jest jednak to, że zabrakło napięcia, które w przypadku takiego filmu powinno być kluczowe. Szkoda, zmarnowany potencjał.

  • Kurcze, a wcześniej czytałam sporo dobrego o tym filmie:/ Chciałabym zobaczyć i myślę, że to zrobię, ale na razie odłożę na później.

  • Najlepiej to zapomnieć, że się chciało go obejrzeć 😀

  • Anonimowy

    Może "miał na myśli" że całe życie Żeglarza było stracone, przegrane. Zanim wypłynął. Irytująca i niepotrzebna była muzyka. Pretensjonalna. Faktycznie, brak emocji u Redforda był zastanawiający już na początku, kiedy budzi się w zalewanej wodą kabinie, a zachowuje się jakby natknął się na "ciekawostkę przyrodniczą" a nie zagrożenie życia. Ale całość ok, daje radę.

  • Idąc tym tropem pod wątpliwość można poddać całą istotę życia, bo każde życie ma swój koniec;) Kompletnie nie potrafię odnaleźć zamysłu twórcy, a jeśli jest tak jak piszesz, to nie jest to ani oryginalne, ani jakieś wyjątkowe – przynajmniej w mojej ocenie 😉

  • Zawsze mnie ciekawi to, jak różnie odbieramy te same sprawy. Czytałam zupełnie inną recenzję na temat tego filmu i oczywiście zamierzam go zobaczyć. To chyba jak w życiu, każdy z nas czego innego poszukuje i czym innym zadowala się w kinie.

    • Różne gusta, spostrzeżenia są świetnym początkiem do dyskusji 🙂