Kingsman: Tajne służby [The Secret Service] 2014 – Recenzja

Kingsman: Tajne służby (2014)

The Secret Service

/Wlk. Brytania/

Reżyser: Matthew Vaughn
Scenariusz: Matthew Vaughn, Jane Goldman
Obsada: Taron Egerton, Colin Firth, Samuel L. Jackson, Mark Strong, Michael Caine, Sophie Cookson
Muzyka:Henry Jackman, Matthew Margeson
Zdjęcia: George Richmond
Gatunek: Akcja, Komedia, Kryminał
Czas trwania: 129 min

 

Co wolno wojewodzie…

Gdyby ilość trupów była wyznacznikiem jakości filmu, to „Kingsman. Tajne służby” byłby zapewne w światowej czołówce. Na szczęście nikt jeszcze (chyba) nie wpadł na pomysł by oceniać klasę filmu poprzez ilość padających w nim ofiar. Chociaż, przepływająca przez Polskę, fala zachwytów nad tym filmem może budzić pewne obawy. Według wielu opinii Vaughn spłodził świetny pastisz i parodię kina szpiegowskiego. Rzekoma autoparodia ma być kluczem do sukcesu, ale ten klucz nie otwiera zamka do mojego serca.
Jak widać, niestety na mnie to nie podziałało. Nie znam konwencji komiksowego pierwowzoru, ale James Bond może być tylko jeden. „Kingsman. Tajne służby” wydaje się być młodszą wersją opowieści o Agencie 007, które same w sobie są już specyficzne. Naciągany realizm, standardowy schemat fabularny oraz oczywista piękność u boku głównego bohatera. Nie rozumiem więc, po co robić parodię czegoś, co i tak nie jest do końca robione na poważnie. W dodatku, przygody Bonda miały jakiś nienachalny, ale ujmujący urok, którego Vaughn nie potrafił odtworzyć w swojej produkcji.

Kingsman-The-Secret-Service-10

Może i dostosował historię do dzisiejszych realiów, ale nie wszyscy idą z duchem czasu. Ba, może nawet niektórzy nie są zadowoleni z kierunku, w którym to kino podąża. Oczywiście jestem jednym z tych marud i malkontentów, ale naprawdę lubię kino akcji, dobre kino akcji. Mnie „Kingsman…” nie oczarował, bo w zasadzie nie miał czym. Schemat powielony w dość oczywisty i niezbyt ciekawy sposób. Fabuła może i jakoś pod względem logicznym się trzyma, ale momentami wręcz pękała w szwach od nadmiaru wodotrysków i innych bajerów, za którymi dzisiejsza widownia szaleje.
Sporo pojawiło się zachwytów na temat sceny kościelnej, która robi wrażenie jedynie z realizacyjnego punktu widzenia – dynamika, wykorzystanie przestrzeni. Praca kamery przyćmiewa zupełnie wydarzenia dziejące się pod jej okiem. Także w moim mniemaniu uznać można to jedynie za połowiczny sukces realizacyjny.
Rozrywkowe kino w większości jest bezrefleksyjne, więc więcej, mocniej, szybciej coraz częściej wystarcza by widz był zadowolony. Niestety w ostatnim czasie ta specyficzna magia ekranu już tak na mnie nie działa jak kiedyś, a że „Kingsman. Tajne służby” w dodatku nie jest niczym odkrywczym sprawia, że ocena leci na łeb, na szyję..

kingsman

„Kingsman…” jest doskonałym przykładem filmu, który pokazuje, że dynamika i powszechnie lubiana widowiskowość może stać się monotonna, a z czasem urosnąć do rozmiarów znużenia. Takiego przesytu nie było w „Kick-Assie”, gdzie panowała większa harmonia, a i opowieść była bardziej angażująca. Nie mogę oprzeć się wrażeniu, że tu jest zbyt duży urodzaj (bajerów) jak na tak jałowy grunt. Ode mnie tylko 5/10.
  • Dzięki za linka. Ja napiszę tak, jeszcze przed recenzją, do której miałem właśnie siadać. Dla mnie to jest świetny film z kilku powodów. I wcale nie chodzi mi tutaj o historię jaką opowiada, bo ta"dzięki" Samuelowi L. Jacksonowi, który wciela się w megalomańskiego psychopatę miliardera z wadą wymowy i jest jedną z najbardziej wku*wiających postaci jakie udało mi się zobaczyć w ostatnich kilkunastu latach w filmach, a przez samą koncepcję. Przez to co utracił w pewnym momencie James Bond. Chodzi o tych dżentelmenów, którzy z brytyjska flegmą i dowcipem potrafią w perfekcyjny sposób radzić sobie z przeciwnościami losu (wliczając w to przemoc fizyczną), używają nowoczesnych zabawek i miejscami są naprawdę zabawni. A motyw z wprowadzeniem nowego członka zespołu, szkolenia i ta wyborna muzyka tworzy dla mnie naprawdę świetne kino rozrywkowe, które pod przykrywką zabawy (może i brutalniej, ale takie czasy;)) stara się przemycić naprawdę poważny problem jakim jest stopniowe przeludnienie ziemi. Tyle ode mnie, po więcej zapraszam na recenzję, która mam nadzieję już wkrótce.

  • Nie mam nic przeciwko brutalności, ale jak się tego daje zbyt dużo, to to już nie oddziaływa tak, jakby była odpowiednio dawkowana. Przechodzisz z tym do porządku dziennego i w pewnym momencie przestaje cię to ciekawić, fascynować.
    Owszem. Samuel spoko, lubię gościa, fajna i kolorowa postać, ale reszta bohaterów tak sztywna (nie chodzi o garniaki), tylko taka przeciętna i nijaka. Nawet ten koleś zeby zarysować wielką przemianę musiał byc skejtem, czy jak ta subkultura się nazywa, zeby stac sie eleganckim gentlemanem. Nie kupuję tego 😉
    Ale te przeciwności losu, to żadne interesujace problemy. Klisze, do tego wytarte już do cna, nie wzbudzają żadnych emocji. A co do zabawek… miał agent sygnet, który raził potężną dawką voltów – dlaczego więc, gdy go użył raził tylko oponenta skoro mieli ze sobą kontakt fizyczny i w zasadzie tworzyli obwód zamknięty? 😛
    Nie bawiłem się tak jak Ty, niestety. Zupełnie nie rozumiem zachwytów, a co do przeludnienia – to taką 'głębie' pewnie można znaleźć w każdym filmie 😉

  • Mnie by się tan film nie podobał gdyby był zrobiony w 100% na poważnie. Ale widać w nim dystans do opowiadanej historii – choć nie jest to parodia (na szczęście, bo tego nie znoszę) – i daletgo wiele schematów i klisz mi nie przeszkadza, a wręcz jest jak najbardziej uzasadniona. Zresztą bohaterowie jasno mówią jaki film ma to być (rozmowa Samuela z Cholinem o starych Bondach których brakuje;)). Ale spoko. Twoje prawo, może Ci się nie podobać. Przekonywać Cię nie zamierzam, jednak trochę szkoda twojego zmarnowanego czasu 😛

  • 5 to nie oznaka straconego czasu 🙂 Ale mogło być lepiej. Jest dystans, ale dla mnie to za mało i moim zdaniem trochę przedobrzyli. Czekam na reckę 😛

  • Salonik Filmowy

    Mnie też nie porwał Kingsman, więc witam w klubie. Jako komedia spoko, jako całość trochę gorzej. Moze gdyby historia dotyczyła wyłącznie postaci C. Firtha, to byłoby lepiej. Ale wybrali twórcy opowieść o młodziaku, od zera do bohatera. Nuda. Co do komiksu – nie czytałem – ale ponoć jest w zupełnie innym klimacie.

  • Salonik Filmowy

    O problemie przeludnienia Ziemi jest też w ksiazce Dana Browna "Inferno" – tylko o tym nikt nie powie, ze rozrywkowa ksiazka przemyca poważną treść. Tak samo jest tutaj. To tylko pretekst, jak największe przejaskrawienie postaw złoczyńcy i jego poglądów.
    Bond > Kingsman

  • sauron

    a ja się nie zgodzę. Podszedłem do tego filmu bez najmniejszych oczekiwań i koniec koncow byłem pozytywnie zaskoczony 😉 a nawet się usmiałem, wiadomo nie tak jak u Kusturicy …ale śmiechowo było 😉 Traktujac ten film jako komedie daje mu + …jakiekolwiek porownywania do (swoja droga przegadanych) Błondów sa na wyrost. Dał bym 6/10 bo ostatnimi czasy serio ciężko o cos mainstreamowego na jakimkolwiek poziomie…pińcet transformersów, osimset amerykanskich komedi na poziomie klopa. Brakuje takich obrazkow jak chociazby 'najpierw strzelaj potem zwiedzaj' 😀 …ps. Przełamalem się wczoraj i zobaczyłem 'Tron' super! muzycznie rewelka 😉 obrazek piękny 😉

  • Kwestia indywidualnych upodobań 🙂 Nieco bardziej od Kingsmana cenię jednak stare, nieco lepsze Bondy, których fanboyem tak naprawdę nie jestem. Jednak ta próba zajęcia miejsca starego klasyka jest dla mnie nieudana. Są momenty dobre, ale też i nudne. Przesycenie (o którym wspomniałem w recenzji) mnie najbardziej jednak mierzi.
    A mnie się "Tron" także podobał. Fajna audiowizualna produkcja, do której podchodziłem sceptycznie, ale jednak warto było 🙂