Disco Polo (2015) – Recenzja

disco poloNiby disco polo nikt nie lubi, a wszyscy znają teksty, albo się przy tej muzyce (tak, nie boje się użyć tego słowa) bawią. Tak się zwykło mawiać wśród słuchaczy tego gatunku, do której to grupy bezwstydnie należę. Jedni lubią proste i nieskomplikowane filmy, a ja lubię disco polo, chociaż słucham także zupełnie innych gatunków muzycznych.

Moja sympatia do muzyki chodnikowej wiąże się z pewnym sentymentem do lat 90’, ale także do prostoty i dosłowności przekazu, który bez trudu trafia w ucho i bez naciskania przycisku play (gdziekolwiek) gra później wielokrotnie w mojej głowie, a często potrafi także odzwierciedlić stan emocjonalny, jak każdy gatunek muzyki zresztą. Zresztą tekstowo zbytnio nie odbiegają od muzyki popularnej, ale tego się jakoś nie dostrzega ;).

Dlatego po udanym trailerze z udziałem Ogrodnika z większym zniecierpliwieniem wyczekiwałem na seans „Disco Polo”. Z racji różnych przypadków życiowo-losowych ową projekcję odbyłem dopiero w tę sobotę. I choć disco polo lubię, to film nie bardzo mnie kupił. Śmiem twierdzić, że gdyby nie muzyka, czyli klasyki gatunku wybrzmiewające z głośników, to film byłby naprawdę poniżej przeciętnej. A była ona elementem, który zdecydowanie nakazywał zostanie przy ekranie i uczestniczenie w zabawie narzuconej nam przez reżysera.

Narzuconej, bo uczestnictwo w niej nie dawało nam ani wolności, ani swobody, ani pełnego relaksu. Poza tym chciałbym żeby to „Disco Polo” tańczyło dla mnie, a nie odwrotnie. Koncepcja Macieja Bochniaka ma parę momentów (Amaro pewnie by się ucieszył), ale w moich oczach to zdecydowanie za mało by być w pełni usatysfakcjonowanym tym co zaprezentował reżyser.

Film „Disco polo” stara się być tak prosty jak muzyka, której dotyczy. Jednak fabuła nie jest zbyt atrakcyjna. I chociaż przywołane jest spełnienie amerykańskiego polskiego snu przez muzyków disco polo, to pozbawione jest tego urokliwego kiczu prosto z życia i lat 90’, kiedy to ta muzyka królowała.

Baśń Bochniaka o sukcesie  nie jest uniwersalnym dostarczycielem przyjemności. Z pewnością odbiór w dużej mierze zależny będzie od tego, czy się disco polo lubi, czy też nie, ale film ten można rozpatrywać także w innych kategoriach (odkrycie Ameryki), bo np. wizualnie prezentuje się przyzwoicie, bardzo odczuwalny jest także baśniowo-senny klimat, który ukazuje główny zamysł reżysera. Mimo mnóstwa hitów „Disco polo” czasami strasznie przynudza i tylko z sentymentu aż 6/10.

(6 / 10)

 

disco polo plakatDisco Polo

/Polska/
Reżyser: Maciej Bochniak
Scenariusz: Maciej Bochniak, Mateusz Kościukiewicz
Obsada: Dawid Ogrodnik, Piotr Głowacki, Joanna Kulig, Tomasz Kot, Aleksandra Hamkało, Rafał Maćkowiak
Muzyka: Paweł Lucewicz, Michał Nosowicz
Zdjęcia: Tomasz Naumiuk
Czas trwania: 107 min

  • Świat bez internetu jest zajebisty, miałem tak przez tydzień i poczułem różnicę :O Ale dobrze że wróciłeś 🙂

    Co do filmu zalatuje mi on czymś w rodzaju „Yumy”, tam twórcy też chcieli oddać pewien klimat i średnio to wyszło.

    • No Yuma jest trafnym porównaniem, można znaleźć pewne podobieństwa. Słusznie!
      O, miło, że się ktoś cieszy 😀

  • Jak śpisz to masz świat bez internetu, więc starczy :):) Filmu nie widziałem, ale obejrzę. Gatunku muzycznego nie znoszę, i jestem z tych co się nabijają, a jak się nałoją w trupa to nawet do tego zatańczą 🙂

    • disco polo jest wyznacznikiem mojego dobrego humoru, w innych sytuacjach nie włączam raczej 😉 no chyba, że jakiś fajny teledysk (wiadomo o co chodzi) 😀
      Po filmie spodziewałem się troche więcej jednak i jest to raczej rozczarowanie. Swego czasu, dawno temu był juz jakis film o disco polo i z pewnością nie gorszy, a to jest jedynie niezły pomysł zrealizowany w niezbyt interesujący sposób z hitami disco polo.

  • Widziałam – średniak, nie do końca do mnie przemawiający. Może i typ nie mój 🙂

  • Salonik Filmowy

    Właśnie sobie uswiadomilem, ze niedokończyłem swojej recki disco-polo 🙂 Chyba jux tylko jakis Bilobil moze mnie uratowac

    • a co to jest? 😉 czyżby jakaś reklama? sprzedałeś się! 🙂

      • Salonik Filmowy

        /no to juz koniec mojej blogokariery, wydało się 🙂