Rzymska opowieść [L’assedio] 1998 – Recenzja


Mając już na koncie „Ostatnie tango w Paryżu”, „Ukryte pragnienia””, czy „Marzycieli” ciężko nie spodziewać się po Bernardo Bertoluccim kontrowersyjnego i seksualno-sensualnego seansu. A jednak. „Rzymska opowieść”, póki co, to najbardziej subtelna opowieść włoskiego reżysera jaką miałem przyjemność oglądać. Nie epatuje wulgarną i nadmierną cielesnością. Opowieść osnuta jest w granicach dobrego smaku, ale nie traci przy tym na wartości styl Bertolucciego.

„Rzymska opowieść” to kolejna historia Bertolucciego o miłości oraz jej poszukiwaniu, z dużym naciskiem na to drugie. Kenijka Shandurai (Thandie Newton), po opuszczeniu Afryki zaraz po aresztowaniu jej męża, znajduje zatrudnienie w Rzymie u angielskiego pianisty Kinsky’ego (David Thewlis). I tutaj nie polecam czytania opisu tego filmu na filmwebie, bo zupełnie wypacza odbiór filmu i upraszcza pointę oraz interpretację.


Uwielbiam oszczędne kino z bogactwem emocji i czynników pobudzających różne struny wrażliwości. Minimum środków, maksimum wrażeń. Ponadto, pozornie prosta historia staje się interesującym studium zawiązywania się emocjonalnej więzi dwojga obcych dla siebie ludzi. Od neutralności, przez przekomarzanie się, do… No właśnie, do czego? Chociaż Bertolucci zdaje się przedstawiać jednoznaczną wersję, to wydaje się ona podszyta wieloznacznością, niepozostawiającą widza bez refleksji, czy chociażby iskry niepewności.

„Rzymska opowieść” to nie tylko urokliwa historia. To także genialne sceny, jak ta z prasowaniem, czy tworzeniem utworu podczas odkurzania, którym towarzyszy świetnie dopasowana i zaaranżowana ścieżka dźwiękowa. I to właśnie muzyka trafiła do mojego serca najbardziej – może jestem zbyt podatny na tego typu melodie, ale zawładnęły mną straszliwie.


Przyznaję otwarcie, że taka lżejsza wersja Bertolucciego jest zdecydowanie dla mnie – oczywiście nie umniejszając nic takiej produkcji jak „Ostatnie tango w Paryżu”. Tym samym z większą ochotą i optymizmem przystępuję do nadrabiania filmów tego reżysera i wypełnienia zadania-misji zaaranżowanej przez Patryka z bloga ‚Po napisach’. Mam nadzieję, że kolejny traf podtrzyma tę tendencję. Ode mnie mocna 7/10, chociaż momentami drażnił mnie montaż.

7 Stars (7 / 10)

L’assedio

/Wlk. Brytania, Włochy/
Reżyser: Bernardo Bertolucci
Scenariusz: Clare Peploe, Bernardo Bertolucci
Obsada: Thandie Newton, David Thewlis, Claudio Santamaria
Muzyka: Alessio Vlad
Zdjęcia: Fabio Cianchetti
Czas twania: 93 min

  • No i cieszę się, że się w końcu zdecydowałeś 🙂 Tak między nami to podejrzewam, że Bertolucci przypadnie Tobie do gustu bardziej niż mnie. Z tego co na razie idzie na plus, to to, że filmy Bertolucciego zostają w głowie zdecydowanie dłużej niż inne. Widz myśli o nich, nawet trochę analizuje. W „Rzymskiej Opowieści” rzeczywiście jest dużo fajnych, oryginalnych scen które spinają muzykę, obraz i aktora i dopiero w sumie tych składowych dają całą scenę. Tak jak ta spadająca chustka na klatce schodowej. Świetny jest też finał i dźwięk telefonu. No i ten moment gdy dziewczyna leży i już wie, że cały świat się przewrócił…

    • To czemu tak słabo oceniłeś? bodaj 5, albo 6? 😉 i kiedy recka ‚upstream color’?:P

      • Oceniłem go jako niezły. Ciągnął mi się trochę (i okazuje się to być znakiem rozpoznawczym filmów Bertolucciego)

        • ciągnie się, ale jak krówka, albo inna tzw. mordoklejka – sama słodycz 🙂