Nadzy i rozszarpani [Cannibal Holocaust] 1980 – Recenzja

Nadzy i rozszarpani (1980)

Cannibal Holocaust

/Włochy/

Reżyser: Ruggero Deodato
Scenariusz: Gianfranco Clerici
Obsada: Salvatore Basile, Luca Barbareschi,Carl Gabriel Yorke, Perry Pirkanen, Francesca Ciardi, Robert Kerman, Ricardo Fuentes
Muzyka: Riz Ortolani
Zdjęcia: Sergio D’Offizi
Gatunek: Przygodowy, Horror
Czas trwania: 95 min

Człowiek człowiekowi kanibalem

Dopiero po kilku latach od „Srpskiego filmu” udało mi się w końcu obejrzeć równie, jeśli nie bardziej, obrazoburczy i szokujący projekt, który tym co przedstawia podzielił publiczność. Dziś pojęcie sztuki w zasadzie nie ma granic i można podpiąć pod nią wszystko, nawet największe dziwadła i dewiacje, ale ponad 30 lat temu te granice wydawały się znacznie węższe. „Nadzy i rozszarpani” stał się jedną z tych produkcji, którym nie straszne przełamywanie barier i przyjętej moralności. Dzieło Deodato w pewnych kręgach stało się nawet pozycją kultową, co oczywiście rozumiem, ale nie wszyscy z taką aprobatą wypowiadają się o tym tytule.

„Cannibal Holocaust” to podzielona na dwa rozdziały produkcja. Pierwszy dotyczy wyprawy mającej na celu odszukanie zaginionych filmowców, którzy udali się do 'dzikich’ rejonów Amazonki zamieszkałych przez ludność praktykującą kanibalizm. W drugiej części natomiast wraz z producentami oglądamy taśmy zaginionych filmowców odnalezione podczas poszukiwawczej eskapady. Zarejestrowano na nich naprawdę szokujące materiały dotyczące ingerencji rzekomo cywilizowanej ludności w tę uznawaną za dziką.

Pragnę zaznaczyć, że ze względu na ogromną brutalność oraz jej gigantyczny realizm polecałbym film dorosłym kinomanom, i to raczej tym poszukującym nowych doznań, bodźców. Zdecydowanie jest to pozycja, która przeciętnego człowieka oburzy, bądź spowoduje wymioty brutalnymi scenami, wobec których ciężko pozostać obojętnym. Najlepiej odwrócić głowę w bok przy najbardziej bestialskich ujęciach, ale oddany przez twórców realizm jest tak magnetyczny, że chciałoby się doszukać w tym wszystkim jakiegoś potknięcia, nutki fałszu. Niestety nic z tego. „Nadzy i rozszarpani” osiągnęli ten poziom autentyczności, że widzowie uwierzyli, iż postacie występujące w filmie ginęły naprawdę i domagano się ich ujawnienia na dowód tego że żyją. Natomiast zwierzętom się nie upiekło, bo ponosiły śmierć podczas kręcenia „Cannibal Holocaust”, więc przerabianie żółwia na pożywienie jest jak najbardziej rzeczywiste. Film ten został zakazany w wielu krajach.

Produkcja Deodato utrzymana jest w konwencji dokumentalizowanego horroru (gore) przygodowego. Podobny zamysł wykorzystano ok. dwadzieścia lat później w „Blair Witch Project”, czy w ostatniej dekadzie w „Rec”, albo serii „Paranormal Activity”. Oczywiście poza ohydnym i przerażającym realizmem, świetnym klimatem i sporą dawką napięcia oraz ciekawości film, za sprawą Riza Ortolaniego, dostarcza także udaną ścieżkę dźwiękową świetnie zgraną z warstwą wizualną. Efekty specjalne(ach jak to w tym kontekście dziwnie brzmi), chociaż nie pochodzą z komputerowej epoki, to robią oszałamiające wrażenie także i dzisiaj. Udało się także całą produkcję podpiąć pointą, która wciąż jest aktualna, a co gorsza bardziej powszechna i nieunikniona. Dążymy do samozagłady!